środa, 27 lutego 2019

Matt na FB


 Prosto z Facebooka :)
z 17.02.2019



 "Oto czym Wszechświat chce, abym się  z Wami dziś podzielił:

Prawdziwa mądrość polega na rozpoznaniu jaki jest następny duży krok, na który Twoje ego nie jest gotowe i zrobienie go mimo wszystko, dla Twojego najwyższego rozwoju. 
Twoje ego nigdy nie będzie gotowe. Musisz być mądrzejszy niż te wzorce w Tobie. W imieniu Wszechświata, wiem, że możesz to zrobić. Nie jutro, nie w przyszłym tygodniu, nie przyszłym życiu. 
Potrafisz to zrobić - właśnie teraz." 




Niebo do wynajęcia

 
 
Niebo nie potrzebuje słów. Tylko zmysłów. Chyba, że...











 ...jest do wynajęcia :)



                                     Robert Kasprzycki

                                 (źródło YT, mroowka76, dziękuję :) ) 








wtorek, 26 lutego 2019

Dla E.

Dłoń na klatce piersiowej. Jeden oddech na raz.  Jedno "kocham cię" na raz. Wszystko będzie dobrze. Bądź w tym miejscu, w którym jesteś. Bądź taka jak jesteś.

 Kolejny oddech. Kolejne "kocham cię". Albo słowa, których najbardziej Ci teraz potrzeba. Zrób to. 

Największy ból nie bierze się z tego, że czujemy się mali, głupi, przegrani, odrzuceni, zranieni, czy... cokolwiek teraz czujesz. 

Największy ból jest wtedy, gdy nie ma w Tobie nikogo, kto by się nad tym pochylił, utulił, zaopiekował.  

Nie rób sobie tego. 

Matt mówi - gdybyśmy traktowali innych ludzi tak, jak często zdarza nam się traktować samych siebie, trafilibyśmy za to do więzienia

Nie przesadza, prawda? Więc nie rób sobie tego. 

                                                💙

"Kiedy jesteś smutny… zasługujesz na więcej miłości, nie na mniej.

Kiedy jesteś zły… zasługujesz na więcej miłości, nie na mniej.

Kiedy masz złamane serce… zasługujesz na więcej miłości, nie na mniej.

Kiedy jesteś sfrustrowany… zasługujesz na więcej miłości, nie na mniej.

Kiedy jesteś zagubiony,

Kiedy jesteś samotny, 

Kiedy jesteś przytłoczony, nawet na skraju rozpaczy… zasługujesz na więcej miłości, nie na mniej.

Gdy nie jesteś w stanie pogodzić się z warunkami i okolicznościami swojego życia, i uporządkować go na nowo tak, żeby było bardziej komfortowe i do przyjęcia pomimo swoich najszczerszych wysiłków – zasługujesz na więcej miłości, nie na mniej. 

Gdy ciągle sobie przypominasz, że życiem nie można manipulować ani go kontrolować, a jednak najwyraźniej to cię nie powstrzymuje, żeby i tak wciąż, z całych sił tego próbować – zasługujesz na więcej miłości, nie na mniej. 
[...]


Gdy wstydzisz się siebie, boisz się otworzyć, dopuścić do siebie świat i wyjść z ukrycia jako unikalny przejaw ducha w działaniu – zasługujesz na więcej miłości, nie na mniej.

W godzinie swojego największego tryumfu, w swojej najbardziej niepojętej chwili zamętu, podczas każdego przełomu, w czasie każdego upadku czy załamania – zasługujesz na więcej miłości, nie mniej.
[...]


Bez względu na to, co czujesz, niezależnie od tego co myślisz, mówisz, jak reagujesz, co wybierasz, bez względu na to co, twoim zdaniem, zrobiłeś, lub co zrobiono tobie, niezależnie od tego, czy było to sprawiedliwe czy nie, czy było to okrutne czy niezwykłe – zasługujesz na więcej miłości, nie na mniej. "

                                             💙     MATT KAHN, "Najważniejsza Odpowiedź"      



                                                        

niedziela, 24 lutego 2019

Demain c’est toi

Jutro to Ty. 

Od rana tęskniłam za muzyką. I przyszła do mnie, taka jakiej na dziś potrzebowałam.

 Przyniosła mi ją ZAZ na swojej nowej płycie "Effet Miroir". Szczególnie dwie piosenki  smakowały dzisiaj moim zmysłom. 

Chcąc wiedzieć o czym mówią, bo poruszyły mnie zanim poznałam ich treść, udałam się na poszukiwanie. I dobrze zrobiłam, ponieważ trafiłam na bardzo ciekawy blog Karmnik Dla Ptaków 

Stamtąd właśnie pochodzą tłumaczenia obu tych utworów. A strona jest tak fajnie skonstruowana, że od razu można posłuchać danej piosenki. Dzięki, Karmniku :)

Każda z nich ma inny smak i coś innego we mnie porusza. Chociaż, kiedy teraz to piszę, uświadamiam sobie, że mają... wspólny mianownik. 

Posłuchaj, Świecie. Z zamkniętymi oczami. Z otwartymi. I przytul w sobie tę Małą czy Małego.




Demain c’est toi


Qué vendrá

Tu mała errata - w tłumaczeniach w sieci fraza "Qué vendrá, qué vendrá" tłumaczona jest jako "co nadejdzie, co nadejdzie". A oto słowa artystki:
 — Z mojej perspektywy to utwór o tym, jak idziemy przez życie. Tytuł jest odbiciem ostatnich ośmiu lat, które spędziłam na koncertach w różnych częściach świata i przypomina mi o wszystkich spotkaniach i sytuacjach, które mi się w tym czasie przydarzyły. „Qué vendrá” można przetłumaczyć z hiszpańskiego na „co będzie, to będzie”. Tekst mówi o tym, aby brać życie, jakie jest i niczego nie żałować — mówi o nowym singlu ZAZ. 
 Więcej: https://www.radiozet.pl/Muzyka/ZAZ-Que-vendra-nowy-teledysk-wideo


Dobrego słuchania. Dobrego teraz, Świecie. Kocham Cię.


sobota, 23 lutego 2019

Bananowe szaleństwo

Tak jak zapowiadałam wcześniej będzie i o kulinariach :). Właśnie teraz. 

Sprawy toczą się jednak inaczej niż planowałam - dlaczego mnie to nie dziwi? :)  - bo myślałam, że zacznę od opowiedzenia Ci, Świecie, o tym jak zaczęła się moja przygoda z kuchnią kreatywną
Przy czym termin ten  nie oznacza gotowania według pięciu przemian, ani biznesu o takiej nazwie :). Jest to jedynie określenie, którym się posługuję, by opisać co robię we własnej kuchni, a dlaczego... o tym będzie innym razem. 

Myślę zresztą, mój Świecie, że ty też taką kuchnię uprawiasz, prawda? :) 

Nie zacznę więc od początku. Zacznę od tej właśnie chwili. Minęła 16.00, słońce powoli chyli się ku zachodowi, za oknem jest jasno, ale dość...rześko, mimo, że tylko pół stopnia na minusie. Tymczasem w mojej kuchni też jest  jasno, ale o wiele, wiele cieplej, a co najważniejsze - pachnie! Pachnie cudownym, ciepłym, słodko-bananowym zapachem dochodzącym z mojego piekarniczka. A w nim, niczym w łonie matki, rośnie i pięknieje Chlebek Bananowy. 
Dobrze, przyznaję się. To już trzeci na przestrzeni tygodnia. I nie, nie zjadłam ich wszystkich sama. Taka nie jestem:), dzielę się. 

Świecie, przecież ten zapach w sobotnie popołudnie jest zapowiedzią szczęśliwego wieczora i udanego weekendu! 
Ciasto bananowe ma właściwości uszczęśliwiające; uzdrawia duszę, karmi zmysły, syci ciało, a w moim wydaniu jest nie tylko zdrowe, jest MEGA-zdrowe! 

Najbardziej lubię w tym przepisie to, że nie trzeba dodawać sody. Niby proszek do pieczenia i soda to prawie to samo, jednak dla mojego podniebienia to "prawie" stanowi dużą różnicę, bo sody moje ciało w wypiekach nie lubi i już. A proszek...może być. W tym cieście nawet mój detektor na języku nie wyczuwa go za bardzo.

A więc do dzieła, Świecie drogi, bo prosta to sprawa i szybka. Ani się obejrzysz i Twoja kuchnia zapachnie ciepłym, maślano-bananowym rajem. 

Przepis dostałam od mojej M, która dostała go od swojej M, a ta pozyskała go dzięki IG. Ponieważ i ja od niedawna zawitałam do instagramowego świata, skontaktowałam się z Olą Tatką, autorką tegoż przepisu i za jej zgodą, z bananową rozkoszą, go przytaczam.



                         
 Ja, z powodów, o których napiszę innym razem, podeszłam do tematu kreatywnie i
  • mąkę pszenną zamieniłam na owsianą - ze zmielonych płatków. Dziś nawet pomieszałam owsianą z gryczaną - zmieliłam niepaloną kaszę.
  • cukier zwykły zastąpiłam poprzednio kokosowym, dziś dałam trzcinowy, bo kokosowy "wyszedł".
  • w I wersji były namoczone wcześniej rodzynki, żurawina i orzechy włoskie - pycha. W wersji II rodzynki i czekolada 85% kakao - mmm, może być... Dzisiejsza wersja ma orzechy, rodzynki i...trochę suchego maku - póki co, stygnie :). 


 Smacznego, pysznego i rozkosznego życzę Ci, Świecie. Kocham Cię. 



piątek, 22 lutego 2019

Książka


DE-LI-KA-TE-SY – wypowiada powoli i wyraźnie Dziewczynka patrząc w górę na wielki napis nad wejściem do sklepu.

- Skąd wiesz co tam jest napisane? Kto ci powiedział? – pyta z uśmiechem Babcia.

- Sama przeczytałam – mówi z dumą Mała.

- Ach tak, w takim razie jak wrócimy musisz mi coś poczytać.

        W domu, ku babcinemu zdumieniu, pięciolatka mozolnie sylabizując odczytuje nagłówki w gazecie. 


        Mija parę miesięcy. 
 

Za oknem zima, dzień, w którym do dzieci przychodzi św. Mikołaj.  Dziewczynka jak mały kotek śpi po obiedzie pod ciepłą pierzyną w babcinym łóżku stojącym niedaleko okna. Wiadomo przecież, że skoro stamtąd Mikołaj zabiera listy, to pewnie i tą drogą wchodzi z prezentami.  Albo ewentualnie kominem. Nigdy nie wiadomo.


            Mała budzi się i czuje, że coś jest inaczej. Poduszka, na której śpi wydaje się podniesiona z jednej strony. Przy łóżku stoją Mama i Babcia. Oczy im się śmieją, choć zachowują obojętne miny. Dziewczynka porusza się i słyszy szelest wyraźnie wydobywający się spod poduszki. Sięga tam rączką… jest! W czasie gdy spała, odwiedził ją św. Mikołaj!! Gwałtownie siada na łóżku i wydobywa wielkie zawiniątko w szeleszczącej przezroczystej folii, a tam… skarby! Duża czekolada mleczna Wawel wraz z małymi czekoladkami, których opakowania tworzą bajkowe historie. Wielkie, pachnące pomarańcze z grubą skórką o białym miąższu, który lubi wyjadać, malutka pozłacana rózga, tak na wszelki wypadek, i…


            Do dziś pamiętam szelest sztywnej przezroczystej folii i wielką, czerwoną wstążkę, którą była związana. Pamiętam zapach tamtych pomarańczy i czekoladek jakbym dopiero je wąchała. Ale najbardziej…najbardziej pamiętam swoje zaskoczenie, niedowierzanie i zachwyt, kiedy moim oczom ukazała się ona – wielka, dorosła KSIĄŻKA w twardej, szarej oprawie, z rysunkiem na okładce, wykonanym ołówkiem a może piórkiem, przedstawiającym słonia i siedzącego na nim myśliwego. Och, od razu przytuliłyśmy się do siebie, wdychałyśmy swój zapach i poznawały dziecięco-książkowymi zmysłami.


Tytuł głosił; W PUSTYNI I W PUSZCZY. Autor; HENRYK SIENKIEWICZ. Dedykacja; Grzecznej Moniczce od Św. Mikołaja. I data.


            To grudniowe popołudnie wiele, wiele lat temu wywarło wpływ na resztę mojego życia. 

            Zakochałam się w książkach. 


Jako dziecko lubiłam spać z moją babcią, która musiała przed snem „włożyć oko do książki” i często czytała mi je na głos, omijając pewnie fragmenty niestosowne dla dziecka. Czytano mi też  przy jedzeniu – nie wiem czy to pedagogiczne, ale ogromnie przyjemne. A może tylko wtedy mogłam spokojnie usiedzieć przy stole, bo ciągle gdzieś mnie gnało?


Mało pamiętam z tamtego okresu książeczki dla dzieci czy bajki. To wszystko było jakoś później. Uwielbiałam za to wiersze dla dzieci Ewy Szelburg-Zarembiny i Juliana Tuwima. Znałam na pamięć niemal wszystkie. Nawet dziś pamiętam niektóre fragmenty.


Ale najważniejsze, ukochane stało się „W pustyni i w puszczy”. Ta mała dziewczynka, w wieku niespełna sześciu lat, samodzielnie przeczytała swoją pierwszą w życiu książkę. Przypuszczam, że z niewielką pomocą ukochanej Babci. 


I tak to się zaczęło – moja miłość do książek, o które zawsze instynktownie dbałam jak o najlepszych przyjaciół, moja miłość do czytania, potem i do pisania. Ukochanie słowa. Ukochane słowa. Nie, nie zgubiłam żadnej literki :)


Nie wyobrażam sobie życia bez książek. Do dziś lubię, kiedy ktoś mi czyta :). Sama czytam dużo i bardzo dużo.  Nadal lubię je tulić i wąchać. 
  

 I muszę przed snem włożyć oko do książki :).





Tyle słów, tyle światów, tyle żyć i przeżyć. Bogactwo nieprzebrane. 


                                Dziękuję Ci, Książko. 




P.S. A jaka jest Twoja ulubiona książka, Świecie miły? Jaka pierwsza?  Czy też lubisz czytać? Chętnie się dowiem.